• Wpisów:33
  • Średnio co: 61 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 12:59
  • Licznik odwiedzin:3 504 / 2079 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
No tak, wygląda na to, że zupełnie porzuciłam ten blog. Nie zrobię tego jednak bez pożegnania. Rzeczywiście doszłam do wniosku że formuła minibloga jakoś się u mnie nie sprawdza i w związku z tym chcę go zamknąć. Tak więc żegnajcie, było mi bardzo miło. Gdyby jednak ktoś był zainteresowany moimi dalszymi losami oto link: http://za_horyzontem_zdarzen.blogola.pl.
 

 
A propos, buty przyszły, ale okazały się za małe! Grrr....
 

 
Okropnie zaniedbałam ten blog. Nie napisałam nawet, że wyjeżdżam na Ukrainę i w związku z tym jakiś czas nie będę pisać, a wróciłam w zeszły piątek i też zapomniałam, żeby się tu odezwać. Na Ukrainie było świetnie. Poza tym siedzę sama w domu, bo mama i Dziecko pojechały nad jeziora. Tylko czasem odwiedzam ciotkę; mogę to robić teraz częściej bo jestem wolna, a poza tym czuję się osamotniona w pustym domu.

Teraz jestem w pracy i trochę się wkurzam. Okazuje się, że jak mi się udaje projekt to koniecznie trzeba udowodnić, że coś mi się nie udaje, choćby to był taki drobiazg jak niedomknięcie lodówki. Ale już chyba nie czuję że dalej przepraszam, że żyję.
 

 
Jestem wnerwiona. Księgowy robi mi straszne problemy. Jemu się chyba wydaje, że to on jest koordynatorem projektu. No ręce opadają.
 

 
Wierzcie albo nie, ale znalazłam sposób żeby się zdrzemnąć w pracy. Chyba senność już nie będzie takim problemem.

Kupiłam sobie wreszcie dzisiaj przez Internet motocyklówki, na które poluję już od paru miesięcy. Nie było łatwo je znaleźć, oj nie. Jeszcze w moim rozmiarze. Wczoraj mi jedne sprzątnęli na Allegro sprzed nosa. Ale co się odwlecze, to nie uciecze.

Może nie wyglądają dokładnie jak na tym zdjęciu, ale są podobne:
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
O matku, jak mi się chce spaaaać........
 

 
Siedzę w pracy i użeram się z dokumentacją finansową. Ale w porównaniu z zeszłym tygodniem jest spokój.

Przypomniało mi się, że miałam zabrać Dziecko do Zakopca na wycieczkę.No cóż, w tym tygodniu raczej nic z tego, nie mam ani czasu, ani kasy. Zgłosiłam się na fajne szkolenie, ale jeszcze nie wiem, czy mnie przyjmą. No i w niedzielę jadę do Lwowa. Na pewno przez cały tydzień będę milczeć, bo mój komputer chyba nie jest ubezpieczony od kradzieży.

Od gości z Ukrainy dostałam chałwę i wódkę wiśniową Niemiroff. Tego drugiego jeszcze nie próbowałam, chałwa nie bardzo mi smakuje. Ostatnio dostaje same wiśniówki. Lubię wiśnie, ale bez przesady. Wódka może być, dobrze że nie whisky, której nie znoszę.
 

 
Dzisiaj w pracy już jest trochę lepiej, ale nadal nie zmieniłam zdania.

Młyn trwa. Wkurza mnie to, że będę musiała prawdopodobnie założyć dużą kwotę z własnych pieniędzy, bo oczywiście są problemy z księgowym.

Chciałabym być już w domu.
 

 
Rozumiem, że organizacja nie jest moją mocną stroną. Właśnie tego najbardziej się bałam, jeśli chodzi o ten projekt. Ale to jest ostatni projekt, który napisałam dla tej organizacji.
 

 
No i wywalczyłam. Uff. Gonię w piętkę.
 

 
No to się doczekałam. Prawdziwy młyn w pracy. Walczymy o podróż samochodem na Ukrainę (wolę nie wdawać się w szczegóły).
 

 
Jak to dobrze, że upał zelżał... Nie mam głowy do pisania czegoś więcej.
 

 
Znowu zaniedbałam Pinger. Jakoś nie mogę utrwalić sobie myśli, żeby się tu pojawiać.

Jestem już w ferworze realizacji projektu. Okazuje się, że to dla mnie większy stres, niż się spodziewałam. Dzisiaj po powrocie z pracy padłam i spałam całe popołudnie. Wszystko na razie idzie dobrze, ale chciałabym to mieć już za sobą...
 

 
W pracy rzeczywiście atmosfera się zagęściła. Najgorsza w tym wszystkim jest przytłaczająca mnie odpowiedzialność- generalnie wyraża się to w lęku, że coś schrzanię, a umowa grantowa jest dosyć szczegółowa... ale na razie jakoś daję sobie radę.

Weekend spędziłam nie mogąc się ruszyć w wyniku upału. Tak jak jestem w stanie znieść największe mrozy, tak nie lubię upałów. Mają wpływ na moją aktywność, a też na pewno na moje ogólne samopoczucie. "Pochłaniałam" "Harrego Pottera", jestem przy "Czarze Ognia". Czytam też sukcesywnie Dziecku, które maluje sugestywne portrety Lorda Voldemorta i bazyliszka.

Przyjechali siostra i szwagier na parę dni pożegnać się, bo za tydzień wyjeżdżają do Indii na trzy miesiące. Walczymy z upałem- pijemy hektolitry ice-tea, bierzemy zimne prysznice, jemy lody itp. Dziecko taplało się w baseniku. Ma już wakacje i w tej chwili jest na półkolonii.

Oglądałam wczoraj tylko pierwszą połowę meczu, bo dalej mi się nie chciało. Hiszpanie zasłużyli sobie na ten puchar, tak uważam.
 

 
No i co? Miało być urwanie głowy, a na razie jest lajtowo. Jestem w pracy i nic specjalnego się nie dzieje.

Wkurza mnie sprawa Internetu, wczoraj zapewniali, że wszystko już jest OK, a wieczorem znowu go szlag trafił. W dodatku mamy awarię samochodu i na razie nie wiadomo, czy to akumulator, czy coś poważniejszego.

Już postanowiłam- w weekend zmieniam kolor włosów. Zobaczymy, co z tego wyjdzie...
 

 
Projekt rusza ostro do przodu. Najbliższe dwa tygodnie to będzie urwanie głowy.

Wczoraj nasza kotka Biała przyniosła z wielkim wrzaskiem jak zwykle żywą mysz. Zorganizowałyśmy natychmiast akcję jej uwolnienia- złapałam ją do pudełka i wypuściłam w krzaki. Była śliczna, miała futerko koloru ziemi, oczy jak dwa czarne, błyszczące paciorki, długie wąsiki i ogonek.Biała jest bardzo łowna, znacznie bardziej, niż nasz kocur Rudy, choć czasem polują razem. Zawsze ją widuję w pobliżu łąk koło naszego domu, tam znajduje najwięcej potencjalnych ofiar... nie lubię kocich metod polowania, choć uwielbiam koty.
 

 
Awaria Internetu w domu. Coś się stało z anteną. Dopiero dzisiaj mają naprawić. Przez to nie mogłam wczoraj nadrobić zaległości na blogu... Wczoraj "Komnata Tajemnic" mnie wchłonęła. Czytałam do 1 w nocy(oczywiście sama, Dziecko poszło wcześniej spać), a zwykle rzadko mi się zdarza położyć się o tej porze. Przez to czuję się dzisiaj od rana kompletnie rozbita, a nocy też nie miałam spokojnej. Śnił mi się Harry Potter...
 

 
Myślę, że jestem w stanie stale pisać bloga, ale z jednym zastrzeżeniem- będą czasem dłuższe przerwy. Do tej przerwy przyczyniła się na pewno awaria Internetu, którą mam aktualnie w domu, ale niezależnie od tego po prostu mam raz na jakiś czas kilka dni gorszego samopoczucia, kiedy nic mi się nie chce- teraz właśnie tak było.
Jestem teraz w pracy i zaraz zabieram się za projekt. Muszę zorganizować parę rzeczy. Sprawa mojego paszportu już jest w toku i liczę na rychłe otrzymanie go.
Postanowiłam nadrobić zaległości i przeczytać wszystkie części "Harrego Pottera". W domu mam tylko "Komnatę Tajemnic", ale resztę będę mogła pożyczyć albo od sąsiadów, albo po prostu z biblioteki. "Kamień filozoficzny" już czytałam. Nie uważam tego za literaturę wysokich lotów, ale lekko się to czyta i jest to dobra rozrywka dla ludzi w każdym wieku.
I wczoraj zaskoczyło mnie moje Dziecko. Ponad rok temu próbowałam jej to czytać na głos i wtedy była tym śmiertelnie znudzona. A wczoraj widząc mnie z książką sama zażądała, żebym czytała na głos i od razu poszło 5(!) pierwszych rozdziałów, bo nie była w stanie się oderwać i prosiła o jeszcze koło godz. 22, kiedy już normalnie śpi...
  • awatar Gość: Ja wogole nie czytalam ani nie ogladalam Harego Poterra.Wiem lol,tak wszyscy muwia z mojej kl.zla mi ich XP
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie chce mi się pisać, ale wypada coś skrobnąć, jeśli mam prowadzić tego bloga... Wczoraj był bardzo miły koniec szkolenia. Zapowiada mi się też kolejny wyjazd po dyplom- myślałam, że siostra mi go odbierze, ale nie może.
Dzwoniłam wczoraj do babki w sprawie ewentualnego stażu, już od jakiegoś czasu próbuję ją złapać, zwykle jest bardzo zajęta. Wczoraj też mi się nie udało, ale mnie całkiem zastrzeliła- dzisiaj jest pogrzeb jej mamy...
Jestem teraz w pracy i z zadowoleniem stwierdzam, że projekt się rozkręca. Niedługo podpiszemy umowę grantową.
Trochę wkurzył mnie szef. Narzeka, że ma w projekcie dużo zadań jako wolontariusz. No przecież mógł mi to 10 razy powiedzieć zanim wysłałam wniosek i przewidziałabym dla niego jakieś wynagrodzenie w budżecie! Sama z siebie na to nie wpadłam, ale przecież nie mam żadnego doświadczenia i on o tym wie...
 

 
Nastrój niestety niespecjalnie mi się poprawił od wczoraj... teraz w pracy, więc liczę na to, że wciągnie mnie wir obowiązków. Zwykle nie ma ich zbyt dużo, ale dzisiaj może być inaczej- wczoraj dzwoniła szefowa z informacją, że projekt jest na 100% na tak.

Dzisiaj rano rozmowa na tematy motoryzacyjne. Westchnęłam sobie po cichu, że gdybym miała prawko i miała kupować wózek, to tylko VW Żuk. Podoba mi się niezmiennie od lat, zarówno stara, jak i nowa wresja. Mamie z kolei podoba się Toyota Yaris i nowy Chevrolet Spark.

Przed wyjazdem z domu spotkałyśmy sąsiada, który skomplementował mamę. Stwierdziłyśmy, że mogłaby spokojnie złożyć ofertę w jakimś biurze matrymonialnym. To był żart, ale ja na serio tak uważam (chociaż z drugiej strony nie wierzę w biura matrymonialne...).
  • awatar chupa-cabra: Ale ja bym nie miała zastrzeżeń do faceta w różowym samochodzie;), chociaż społecznie faktycznie nie jest to przyjęte...
  • awatar muzungu2: Fajne autko :) Ale jest stworzone wyłącznie dla *kobiet* :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Cholerka, łapię coraz większego doła... Nawet nie wiem co napisać...
 

 
Siedzę w pracy i cieszę się, że już niedługo koniec. Sprawa projektu się przewleka, ale co poradzę jak szefostwo nie ma czasu- chociaż przynajmniej dowiedziałam się od szefowej, że będziemy go na pewno realizować, to już coś. Poza ulgą, że to już koniec (okropnego) poniedziałku w pracy, łapią się mnie jakieś niewesołe myśli...
 

 
Niestety, jedyną dzisiejszą aktywnością było pójście do kościoła- było za gorąco... Dzisiaj mniej pozytywnych doświadczeń z klerem; intryguje mnie to, jak niektórzy księża nie mają w sobie za grosz zwyczajnego ludzkiego ciepła... Zamierzałam oglądać dzisiaj mecz, ale koniec końców nie wiem czy mi się będzie chciało... gorąco... Wiem, jestem jak typowy Polak i narzekam czy mi zimno, czy gorąco...
 

 
Gorąco... nic się nie dzieje... ech...
 

 
I płaczemy dzisiaj tak jak Ukraińcy wczoraj... tzn. kto płacze ten płacze, ja aż tak bardzo się tym nie przejmuję. Ale cieszę się, że jednak nie wybrałyśmy się do tej strefy kibica, to byłby zmarnowany wieczór. A tak to zrobiłam sobie nawet manicure w kolorze różowo-koralowym...
 

 
Była J. żeby pogadać z mamą, a ja się przyłączyłam. J. chwali sobie nową pracę. Zazdroszczę jej, moje perspektywy są może bardziej obiecujące, niż były, ale nic ponadto...
 

 
Dzisiaj na obiad moje ulubione danie- placki ziemniaczane. Nie idziemy jednak do strefy- Dziecko... nie chce.
 

 
Mówiłam już, że zamierzam się przeprowadzić i nie za bardzo wiem, jak urządzić nowe mieszkanie? Zainspirował mnie ostatni "InStyle" i przypomniało mi się, że przecież zawsze chciałam mieć mieszkanie z antresolą... może więc wykorzystam ten pomysł, sęk w tym, że w typowym mieszkaniu może być problem, bo do tego potrzebny jest wysoki strop...
 

 
U mnie w pokoju pięknie pachnie jaśminem, który kwitnie w pobliżu. Przed chwilą odwiedził mnie szerszeń... już po raz drugi w tym roku. Na pewno mają gniazdo gdzieś na strychu i nie jest to zbyt bezpieczne- pytanie, jak je znaleźć.
Zaczęłam rozglądać się za jakąś pracą dorywczą ale nie wiem, czy coś z tego wyjdzie- w końcu mam zacząć trening w lipcu więc jak to pogodzić?...
Na razie nie mogę wysyłać notek SMSem, nie wiem dlaczego nie chce mi się aktywować...
 

 
Trochę mnie tu nie było, miały na to wpływ czynniki niezależne ode mnie, takie jak awaria Internetu i dół, którego załapałam wczoraj, a który jeszcze mi nie przeszedł tak całkiem. I to mimo wiadomości z uczelni, że zdałam egzamin na 5! Miałam się dzisiaj wybrać z Dzieckiem do strefy kibica, ale nie wiem, czy coś z tego wyjdzie.
 

 
Już w domu. Ale za chwilę muszę znowu gonić na zajęcia. Dobrze, że dzisiaj ostatni dzień, a w przyszłym tygodniu koniec. Sprawę projektu załatwiłam mailowo, więc nie muszę jutro nigdzie jechać. Mam nadzieję jeszcze dzisiaj doładować telefon, żeby móc wysyłać wpisy SMSem.
 

 
Siedzę sobie w pracy i schnę, bo byłam tak mądra, że nie wzięłam parasola. Nie mam kompletnie nic do roboty, szefostwa dzisiaj nie ma- nie tylko nikt mi nic nie zleci, ale w dodatku będę musiała jutro się tu kopnąć specjalnie w sprawie projektu. Co ciekawe, nie chce mi się spać(na razie). Może ta kawa pomogła?... Muszę powiedzieć zupełnie szczerze, że ta pogoda wychodzi mi uszami. Ale przed chwilą widziałam jakąś pocieszającą prognozę, że od soboty ma być lepiej. Oby!
 

 
Podjęłam decyzję- odpalam blog na Pingerze. Uznałam, że to fajny wynalazek i mam nadzieję, że się nie zawiodę. Jeszcze nigdy nie miałam minibloga. Zaczynajmy więc...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›